Słowem wstępu, zdjęć nie będzie, w ostatni dzień skradziono mi aparat ze wszystkimi zdjęciami :-(

Ujmując ten wyjazd najkrócej jak mogę, napiszę tak: WYPRAWA ŻYCIA.
Nie sądzę żebym powtórzył kiedyś podobny wyjazd, dlatego skradziony aparat ze zdjęciami boli niesamowicie. Jednak byłem tam, nie dość, że zobaczyłem siedmiotysięcznik na własne oczy, to mogłem spać u jego podnóża i wejść na niego na wysokość 5053m. Mieć przed sobą tak ogromny masyw jest czymś niewyobrażalnym, nigdy nie zapomnę tego widoku i uczucia towarzyszącego przebywaniu w takim miejscu. O dziwo wcale nie ubolewam nad tym, że nie wszedłem na szczyt, podejrzewam, że dlatego, że moim marzeniem było zobaczyć na własne oczy siedmiotysięcznik, chodzenie po nim było już czymś dla mnie wyższym od marzeń. Nie będę tutaj pisał o powodach dotarcia „tylko” na taką wysokość czy o innych problemach na tym wyjeździe. Napiszę tylko krótkie podsumowanie: widziałem i atakowałem siedmiotysięcznik, przeszedłem po ogromnym lodowcu, byłem na bazarze Osz, byłem nad jeziorem Issyk Kul, pochodziłem po Biszkeku, jadłem różne miejscowe potrawy i szkoda, że nie mogę pokazać Wam nic z tego o czym pisze…

Komentarze

  • M.K.

    Gieroj.:)